środa, 14 stycznia 2009

Jak to ludzie się zmieniają

Sami dostrzegamy zmiany, jakie zachodzą w preferencjach życia między pokoleniem chociażby naszym, a naszych rodziców. To samo dzieje się na całym świecie i tak samo jest w Japonii. Każdy młody człowiek myśli o karierze i osiągnięciu życiowego sukcesu. Może tylko metody, jakimi do tego dochodzi różnią się od tych, których używamy my. Ale czy znów tak bardzo? 

Młody Japończyk, tak jak młody Polak, od wczesnych lat nauki zostaje ogarnięty "wyścigiem szczurów". Od początku jest uczony jak należy walczyć o swoje. Starsze pokolenie patrzy na to, co się dzieje z pewnym niedowierzaniem i kręci ze zdziwienia głową. Jak tak można żyć? Czy największą wartością ma być pieniądz? Czy walka o zdobycie bogactwa ma przesłaniać wszystko inne? Co czeka tych wszystkich młodych ludzi za 20 lat? Czy będą to ludzkie wraki w wieku 40-tu lat nadające się tylko do przejścia na emeryturę, albo na leczenia psychiatryczne? Czy też poradzą sobie w życiu? 

Te same pytania zapewne zadawali sobie nasi rodzice, a wcześniej ich rodzice. Jednak zastanówmy się czy jednak nie pędzimy w ślepą uliczkę? Patrząc na dzisiejszą młodzież widzę przede wszystkim jedno. OGROMNE ZMĘCZENIE. Uczniowie nie tylko uczą się w szkole, ale także na dodatkowych zajęciach pozalekcyjnych, bo muszą cały czas pogłębiać i doskonalić swoją wiedzę. Rozrywka to właściwie czas odreagowania stresów, a nie okres przeznaczony na miłe spędzenie czasu. Skończyły się czasy wspólnej gry rówieśników w piłkę na podwórku po lekcjach. Każdy pędzi na następne zajęcia, jakie wymyślili mu rodzice. Swoisty koszmar. 

W Japonii jest tak samo o ile nie gorzej. Tak jak i u nas młodzi ludzie śpią w środkach komunikacji. Są przyzwyczajani do ustawicznej pracy już od małego. W wieku pięciu lat wpadają w system i są w nim do starości. Jest tylko jedna mała różnica. Oni do tego są przyzwyczajeni od pokoleń, a my dopiero od niecałych 20 lat. Może się okazać, że dzisiejsze dzieci nie dadzą sobie rady, nie wytrzymają zdrowotnie, szybko się zestarzeją i żadna reforma emerytalna nie pomoże. Okaże się, że 30-40-letni emeryci, będą już tylko wypalonymi wrakami, nieumiejącymi żyć bez pracy, a jednocześnie niemogącymi już pracować. 

Starsze pokolenie patrzy na to wszystko i milczy. Boi się odezwać, bo każda rada jest odrzucana w imię innych celów życiowych. Młodzi nie chcą słuchać starszych i w sumie jest to normalne, natomiast absurdalne jest wyśmiewanie porad rodziców, jako tych, którzy nie wiedzą jak to się obecnie żyje i jakie są teraz jego wymogi. Tutaj chyba leży głównie różnica między młodym Polakiem i Japończykiem. W Kraju Kwitnącej Wiśni starsi ludzie są otaczani szczególnym szacunkiem, właśnie za swoją życiową wiedzę, tak u nas wyśmiewaną. Przecież nie jest powiedziane, że wszystkie tak zwane dobre rady muszą być wykorzystane. Ale należy je z SZACUNKIEM wysłuchać. 

Wielu młodym Polakom brakuje elementarnej "kindersztuby" i politycznego myślenia. Z góry negują zdanie starszych i zakładają, że tylko oni mają rację i wiedzą, czego chcą. Czasem tak jak Japończyk, warto wysłuchać seniorów, a zaakceptować i skorzystać z części życiowych mądrości przez nich głoszonych. 
Starszy człowiek jest cichy, nie idzie z szumem i impetem przed siebie. Swój okres świetności ma już za sobą. Oczekuje wręcz, że ktoś młodszy będzie chciał skorzystać z jego doświadczenia. Jest w każdej chwili gotów do podzielenia się swoją wiedzą, więc doceńmy to. Nie dajmy, aby jego mądrość przeminęła wraz z nim. Czasem tylko to po nim zostaje, więc uczmy się to doceniać. 

Mieć szacunek dla siebie po tak wielu przeżytych wspólnie latach. Kiedy u nas się słyszy, że syn wygonił rodziców, albo rodzice dzieci o ile nie gorzej, to Wierzyc się nie chce, że gdzieś żyją ludzie, którzy po prostu nie mają tych problemów. 

Oczywiście, nigdzie nie jest cudownie. Zapewne i w Japonii są "czarne owce", ale chodzi mi o sposób, w jaki kontaktują się młodsi i starsi. Życie "na kupie" też ma swoje prawa i wymogi. Muszą się wzajemnie szanować, bo pewnie inaczej by się zagryźli. Liczy się to, że potrafili się przystosować do warunków, w jakich muszą żyć. Natomiast u nas odnoszę wrażenie, że młodzi ludzie chcą, aby wszyscy do nich się przystosowali. Może czas, żeby się zastanowili, co będzie z relacjami między nimi, a ich dziećmi. Może być jeszcze ciekawiej. Nieprawdaż? 

0 komentarze: