Młody Japończyk, tak jak młody Polak, od wczesnych lat nauki zostaje ogarnięty "wyścigiem szczurów". Od początku jest uczony jak należy walczyć o swoje. Starsze pokolenie patrzy na to, co się dzieje z pewnym niedowierzaniem i kręci ze zdziwienia głową. Jak tak można żyć? Czy największą wartością ma być pieniądz? Czy walka o zdobycie bogactwa ma przesłaniać wszystko inne? Co czeka tych wszystkich młodych ludzi za 20 lat? Czy będą to ludzkie wraki w wieku 40-tu lat nadające się tylko do przejścia na emeryturę, albo na leczenia psychiatryczne? Czy też poradzą sobie w życiu?
Te same pytania zapewne zadawali sobie nasi rodzice, a wcześniej ich rodzice. Jednak zastanówmy się czy jednak nie pędzimy w ślepą uliczkę? Patrząc na dzisiejszą młodzież widzę przede wszystkim jedno. OGROMNE ZMĘCZENIE. Uczniowie nie tylko uczą się w szkole, ale także na dodatkowych zajęciach pozalekcyjnych, bo muszą cały czas pogłębiać i doskonalić swoją wiedzę. Rozrywka to właściwie czas odreagowania stresów, a nie okres przeznaczony na miłe spędzenie czasu. Skończyły się czasy wspólnej gry rówieśników w piłkę na podwórku po lekcjach. Każdy pędzi na następne zajęcia, jakie wymyślili mu rodzice. Swoisty koszmar.
W Japonii jest tak samo o ile nie gorzej. Tak jak i u nas młodzi ludzie śpią w środkach komunikacji. Są przyzwyczajani do ustawicznej pracy już od małego. W wieku pięciu lat wpadają w system i są w nim do starości. Jest tylko jedna mała różnica. Oni do tego są przyzwyczajeni od pokoleń, a my dopiero od niecałych 20 lat. Może się okazać, że dzisiejsze dzieci nie dadzą sobie rady, nie wytrzymają zdrowotnie, szybko się zestarzeją i żadna reforma emerytalna nie pomoże. Okaże się, że 30-40-letni emeryci, będą już tylko wypalonymi wrakami, nieumiejącymi żyć bez pracy, a jednocześnie niemogącymi już pracować.
Starsze pokolenie patrzy na to wszystko i milczy. Boi się odezwać, bo każda rada jest odrzucana w imię innych celów życiowych. Młodzi nie chcą słuchać starszych i w sumie jest to normalne, natomiast absurdalne jest wyśmiewanie porad rodziców, jako tych, którzy nie wiedzą jak to się obecnie żyje i jakie są teraz jego wymogi. Tutaj chyba leży głównie różnica między młodym Polakiem i Japończykiem. W Kraju Kwitnącej Wiśni starsi ludzie są otaczani szczególnym szacunkiem, właśnie za swoją życiową wiedzę, tak u nas wyśmiewaną. Przecież nie jest powiedziane, że wszystkie tak zwane dobre rady muszą być wykorzystane. Ale należy je z SZACUNKIEM wysłuchać.
Wielu młodym Polakom brakuje elementarnej "kindersztuby" i politycznego myślenia. Z góry negują zdanie starszych i zakładają, że tylko oni mają rację i wiedzą, czego chcą. Czasem tak jak Japończyk, warto wysłuchać seniorów, a zaakceptować i skorzystać z części życiowych mądrości przez nich głoszonych.
Starszy człowiek jest cichy, nie idzie z szumem i impetem przed siebie. Swój okres świetności ma już za sobą. Oczekuje wręcz, że ktoś młodszy będzie chciał skorzystać z jego doświadczenia. Jest w każdej chwili gotów do podzielenia się swoją wiedzą, więc doceńmy to. Nie dajmy, aby jego mądrość przeminęła wraz z nim. Czasem tylko to po nim zostaje, więc uczmy się to doceniać.
Mieć szacunek dla siebie po tak wielu przeżytych wspólnie latach. Kiedy u nas się słyszy, że syn wygonił rodziców, albo rodzice dzieci o ile nie gorzej, to Wierzyc się nie chce, że gdzieś żyją ludzie, którzy po prostu nie mają tych problemów.
Oczywiście, nigdzie nie jest cudownie. Zapewne i w Japonii są "czarne owce", ale chodzi mi o sposób, w jaki kontaktują się młodsi i starsi. Życie "na kupie" też ma swoje prawa i wymogi. Muszą się wzajemnie szanować, bo pewnie inaczej by się zagryźli. Liczy się to, że potrafili się przystosować do warunków, w jakich muszą żyć. Natomiast u nas odnoszę wrażenie, że młodzi ludzie chcą, aby wszyscy do nich się przystosowali. Może czas, żeby się zastanowili, co będzie z relacjami między nimi, a ich dziećmi. Może być jeszcze ciekawiej. Nieprawdaż?
0 komentarze:
Prześlij komentarz